34.Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy ponownie pokazał skalę wspólnego zaangażowania – w całej Polsce zebrano 263 477 929,83 zł na wsparcie diagnostyki i leczenia chorób przewodu pokarmowego u najmłodszych pacjentów. Swój udział w tym wyniku ma również nasz Ratajski Sztab WOŚP działający przy Spółdzielni, który zakończył tegoroczną zbiórkę kwotą 106 209,82 zł.
WOŚP na Ratajach to coś więcej niż puszki i czerwone serduszka. To wydarzenie, które co roku gromadzi mieszkańców, wolontariuszy, pracowników Spółdzielni i wszystkich tych, którzy po prostu chcą zrobić coś dobrego razem. Podczas 34. Finału pojawiły się też nowe pomysły – bardziej kameralne, sąsiedzkie wydarzenia w Domach Kultury „Polan Sto” i „Jagiellonka”, a wieczorem wspólny finał koncertowy w „Jędrusiu”.
O tym, co w tym roku zadziałało najlepiej, co było największym wyzwaniem i dlaczego w całej tej historii najważniejsi są ludzie, opowiada Radosław Stachowski – szef Ratajskiego Sztabu WOŚP działającego przy Spółdzielni.
– Jak podsumuje Pan 34. Finał WOŚP w Spółdzielni Mieszkaniowej „Osiedle Młodych” na Ratajach – co w tym roku zadziałało najlepiej, a co było największym wyzwaniem?
Radosław Stachowski: Dla nas WOŚP to jedna z największych i najbardziej poruszających inicjatyw w skali całego roku. Kiedy mówię „impreza”, mam na myśli przede wszystkim koncerty, występy artystyczne – tę część, która w zasadzie, jeśli chodzi o WOŚP jest drugoplanowa. A jednak właśnie dzięki niej spotykamy się, zatrzymujemy, wspieramy i czujemy, że gramy wspólnie.
W tym roku najlepiej zadziałało to, czego najbardziej się obawialiśmy: nowości. Wprowadziliśmy rozwiązania i formuły, dzięki którym Finał WOŚP miał poszerzyć swój zasięg na naszych osiedlach i okazało się, że mieszkańcy oraz pracownicy przyjęli je z entuzjazmem. Wypełniliśmy sale w każdym z trzech Domów Kultury grających w WOŚP-ową niedzielę. Z każdym rokiem przybywa nam też chętnych – pojawiają się nowe twarze wśród wolontariuszy, dołączają osoby z różnych miejsc Spółdzielni, przychodzą nowi widzowie. Widzimy, że ta energia nie słabnie, tylko rośnie.
Wyzwaniem jest zawsze skala i odpowiedzialność. Dla mnie osobiście ten Finał był szczególny, bo po raz pierwszy pełniłem rolę szefa sztabu. To duże zobowiązanie, ale też ogromna satysfakcja. Jestem naprawdę dumny z wolontariuszy, pracowników domów kultury, osób wspierających w tle, sponsorów i wszystkich, którzy włączyli się w to wydarzenie – bo WOŚP nie dzieje się „sam”. Dzieje się dzięki ludziom.
– Tegoroczny cel i hasło („Zdrowe brzuszki naszych dzieci”) mocno kierują uwagę na zdrowie najmłodszych. Jak to przełożyło się na narrację i energię wokół Finału – czy widział Pan większą wrażliwość, inne rozmowy, inne motywacje niż w poprzednich latach?
Każdy cel jest inny i każdy niesie za sobą ważną opowieść. Ale mam wrażenie, że osoby, które grają z WOŚP od lat, nie dzielą pomagania na „bardziej” i „mniej” potrzebne. Niezależnie od tego, czy zbieramy dla najmłodszych, dla seniorów, czy na bardzo konkretne obszary diagnostyki i leczenia – ludzie wiedzą, że chodzi o realną poprawę jakości opieki zdrowotnej.
To, co zostaje niezmienne, to wiara w sens tej pomocy. Wszyscy widzimy w szpitalach sprzęt z czerwonymi serduszkami, widzimy, że on pracuje: ratuje, diagnozuje, wspiera personel medyczny i pacjentów. To jest chyba najmocniejsza motywacja – świadomość, że nawet drobny gest ma swój namacalny efekt. Hasło i cel są istotne, bo przypominają, komu w danym roku WOŚP szczególnie pomaga, ale w tle jest myśl szersza: każdy pacjent w Polsce jest ważny, a system ochrony zdrowia potrzebuje wsparcia, którego Fundacja skutecznie, konsekwentnie udziela.
– W dniu Finału pojawiły się też mniejsze działania – m.in. wydarzenia w Domach Kultury „Polan Sto” oraz w „Jagiellonce” z mini-licytacjami. Skąd pomysł na taki format i jakie były reakcje mieszkańców?
Chcieliśmy, żeby WOŚP rozszerzył się, żeby był bliżej mieszkańców – w bardziej sąsiedzkim wydaniu. To po pierwsze. Po drugie, zależało nam na komforcie wolontariuszy, o których trzeba szczególnie zadbać w dniu Finału, kiedy przychodzą do Domu Kultury „Jędruś” rozliczać puszki. Ten pomysł spełnił więc dwie bardzo ważne funkcje.
Świadomie też zróżnicowaliśmy propozycje. Potańcówka w „Jagiellonce” była ukłonem w stronę seniorów i tych osób, które lubią spędzać czas bez pośpiechu, w rytmie rozmowy i muzyki. Z kolei do Domu Kultury „Polan Sto” zaprosiliśmy rodziny z dziećmi, na bajkowy spektakl. Dzięki temu różne grupy mieszkańców mogły znaleźć coś dla siebie.
A koncert w Domu Kultury „Jędruś” był już takim spotkaniem wspólnym – podsumowaniem energii całego dnia. Widzieliśmy ludzi w różnym wieku i reakcje były bardzo dobre – czuło się, że mieszkańcy są pozytywnie zaskoczeni.
– Który moment tegorocznego Finału najbardziej Panu zapadł w pamięć?
Najmocniej zapadł mi w pamięć koncert zespołu Armia. To był dla nas ważny krok, bo od wielu lat nie organizowaliśmy wydarzenia o tak wyraźnie rockowym brzmieniu. Nasze domy kultury kojarzą się raczej z repertuarem lżejszym – operetką, koncertami biesiadnymi, spokojniejszymi formami. A tu postawiliśmy na mocną muzykę, która świetnie pasuje do ducha WOŚP: energicznego, bezpośredniego, żywego. Koncert był symboliczny i, co dla mnie ważne, przyjęty z dużym entuzjazmem.
Ale jeśli mam powiedzieć, co naprawdę pokazuje „po co to robimy”, to odpowiedź jest prosta: ludzie. Wolontariusze, którzy mimo mrozu, mimo gołoledzi, mimo trudnych warunków pogodowych przychodzili uśmiechnięci i z takim poczuciem sensu, że to, co robią, ma znaczenie. Ten moment, kiedy rozliczają puszki i widać w nich jednocześnie zmęczenie i dumę – jest bardzo poruszający. Kiedy całe wydarzenie się kończy, i wszystkie osoby działające przy imprezie „schodzą ze swoich stanowisk”, robimy spokojny oddech, na naszych twarzach maluje się tak potężna radość i wzruszenie – tego nie da się opisać słowami.
– Gracie jako ratajski sztab od wielu lat, a tradycja WOŚP w Spółdzielni ma już ponad 20 lat. Co Pana zdaniem najbardziej buduje tę ciągłość – i co chciałby Pan szczególnie podkreślić w podziękowaniach po tegorocznym Finale?
Ciągłość budują ludzie, którzy wracają. Tacy, którzy w dniu, gdy Finał się kończy, już pytają o następny, mówią „pamiętajcie o nas, w przyszłym roku znów gramy” – czy to jako wykonawcy, czy jako darczyńcy, czy jako wolontariusze. To jest piękne, bo pokazuje, że WOŚP nie jest jednorazowym zrywem, tylko tradycją pielęgnowaną w relacjach.
Po takim wydarzeniu zostaje w nas ogrom emocji: radość, wdzięczność, adrenalina. To jest ten rodzaj zmęczenia, który niesie, a nie przygniata. I dlatego w podziękowaniach chciałbym przede wszystkim podkreślić dwie rzeczy. Po pierwsze: wdzięczność dla wolontariuszy i mieszkańców – za obecność, serce i zaufanie. Po drugie: podziękowania dla sponsorów, którzy dołożyli swoją cegiełkę do tegorocznego Finału: Banachowicz, BDM Poznań, PeKaBud Market, Budoterminka, Unisoft. Dzięki temu mogliśmy zadbać o wolontariuszy i o działania towarzyszące, a jednocześnie skupić się na tym, co najważniejsze: żeby jak najwięcej środków trafiło na cel zbiórki. To jest bardzo konkretne dobro, które powstaje z wielu małych gestów.
Zdjęcie: Oliwier Siebert

